Nowe logobannery_NPKAudycje Radia ŁódźKonkursyLokale dla kreatywnychcoworkingŁódź Kreuje InnowacjeTelewizja TOYATVP3

Dobre praktyki

Pociąg do Łodzi
 Facebook ma takie określenie dla statusu związku ’to skomplikowane’. Niby banalne, ale superpojemne i często adekwatne. Taki jest nasz stosunek do Łodzi. To jest nasze miasto. Nasze to nie oznacza, że w nim mieszkamy i tyle. Chodzi o to, że jest „nasze”, a więc jesteśmy też odpowiedzialni za to, jakie jest.” 
Wywiad z: z Michałem Kędzierskim
Rozmawia: Maja Ruszkowska-Mazerant (www.purpose.com.pl)

Na Waszej stronie widnieje cytat: „są rzeczy tym prawdziwsze, im bardziej ich nie ma…”. Co dokładnie mieliście na myśli? To z Twojego wiersza, Michale, prawda?

Tak, to rzeczywiście fragment z mojego wiersza „Układanka”. I tak jak w nim, tak w przypadku tego zdania najlepsze jest to, co nie jest dosłowne. Co pozostawia odbiorcy jakąś przestrzeń do własnej interpretacji albo w ogóle przestrzeń... Takie wyjaśnienie można jednak podać podczas rozmowy na temat poezji, a my wybraliśmy ten wers jako hasło naszej działalności, więc tym razem naszym odbiorcom należy się rzetelne wyjaśnienie.

Najłatwiej pójdzie, jeśli wykorzystamy do tego przykład znaczków nawiązujących do kremowych tabliczek z nazwami łódzkich ulic. Bardzo pięknego systemu informacji miejskiej. Zastąpionego tym..., każdy widzi, czym. Tych „kremówek” już właściwie nie ma. Ale przecież są. W mojej pamięci wyznaczają topografię miasta. Ja nie spacerowałem z ojcem po Łodzi Scheiblera, tylko po Łodzi, której ulice oznaczono kremowymi tabliczkami. Czyli są, bo je pamiętam, ale jednocześnie i ich nie ma. A im dalej w życie, tym bardziej przemawiają do nas artefakty z naszej historii. Prywatnej, ale przecież nie tylko. Chcemy więc pokazać Łódź, jaką znamy, znaliśmy. Odwołać się do wspólnego doświadczenia. 

Wiem, że to banalne pytanie – jaka jest geneza nazwy Waszej firmy: Pociąg do Łodzi?

Banalne na pozór. Wyczerpująca odpowiedź zajęłaby sporo czasu [uśmiech]. Początkowo Pociąg do Łodzi był stowarzyszeniem założonym przez ludzi, którym zdawało się, że budowa tzw. Nowego Centrum Łodzi (NCŁ) da impuls rozwojowy dla całego miasta. Mówimy o projekcie w jego najbardziej rozbudowanej postaci, którą nazwiemy roboczo „bizantyjską”. Budowa Bizancjum na miejscu przeniesionego pod ziemię dworca Łódź Fabryczna miała być lekiem na łódzkie boleści.

Wymyśliłem to sobie tak: jeśli jednym z kół, które mogłyby powieźć nasze miasto ku przyszłości byłaby kultura (walczyliśmy wtedy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i byliśmy w tych zmaganiach wysoko notowani), a drugim byłaby edukacja ze wskazaniem na uczelnie wyższe, silnikiem byłoby właśnie NCŁ. I tak powstała wizja Pociągu do Łodzi, oprócz oczywistego znaczenia – miłości do miasta i przywiązania do niego. Stąd było bardzo blisko od projektu promocyjnego łódzkiego pociągu (prawdziwego!), który podróżowałby po kraju i prezentował naszą ofertę kulturalną. Albo przynajmniej choć wagonu. I kiedy zaczęliśmy to organizować, cała sprawa z NCŁ zaczęła się komplikować i sypać. Efekty widać obecnie. Stanęliśmy więc przed pytaniem – czy po prostu rezygnujemy, czy robimy coś innego? Jak widać, wybraliśmy opcję nr 2 i nie żałujemy.

Wierzycie w potencjał mieszkańców Łodzi? Czy możecie wymienić te inicjatywy, które wyjątkowy przypadły Wam do gustu?

Uchylimy się od odpowiedzi na drugą część pytania, żeby nie pominąć czegoś ważnego. Na pewno podobają nam się nie pojedyncze zrywy, ale akcje przygotowywane konsekwentnie i planowo, organizowane przez aktywne i twórcze jednostki. Niech będzie jeden przykład – warsztaty w GrimWorks, niekomercyjne, bezpłatne, integrujące środowisko. A w potencjał łodzian nie wierzymy. Nie musimy. Przecież ich znamy, wiemy, co potrafią, więc nie ma co wierzyć – widać, że są doskonali.

Jaki jest Wasz stosunek do Łodzi? Czy możecie podać jej największe zalety? Niestety w wiadomościach w tym tygodniu pojawił się reportaż o wyludnianiu się polskich dużych miast. Najwięcej osób ze wszystkich miast w Polsce wyjechało właśnie z Łodzi i jest to aż 60 tys. ludzi. Jak ich zatrzymać albo sprawić, żeby chcieli wrócić?

Facebook ma takie określenie dla statusu związku „to skomplikowane”. Niby banalne, ale superpojemne i często adekwatne. Taki jest nasz stosunek do Łodzi [oczko]. To jest nasze miasto. Nasze to nie oznacza, że w nim mieszkamy i tyle. Chodzi o to, że jest „nasze”, a więc jesteśmy też odpowiedzialni za to, jakie jest. I jeśli możemy coś robić dla tej wspólnej wartości i własności, jaką jest, powinniśmy to po prostu robić. Deklaracji uczuciowych nie składamy publicznie, bo życie uczy, że kto szybko i chętnie wyznaje, ten ostatni podwija rękawy do roboty. 

Druga część pytania jest niestety nie do nas. Ale jedną rzecz możemy podpowiedzieć i to staramy się przecież robić. Trzeba zbudować lokalną, łódzką tożsamość i obudzić przekonanie, o którym wspominaliśmy – nasze miasto to znaczy więcej niż „miasto, w którym mieszkamy”. 

To ludzi w Łodzi nie zatrzyma, ale na pewno wpłynie na jakość życia. A ta wspólnie z realiami ekonomicznymi i innymi na pewno pomoże. Chodzi nam o to, żeby nie zaniedbywać czynnika ludzkiego. Wiadomo, że on często schodzi z pola widzenia, kiedy kryzys i bezrobocie. Ale czy trudno sobie wyobrazić miasto ekonomicznej prosperity, w którym nie chce się mieszkać? Nam łatwo.

Na Waszej stronie internetowej można kupić piny, breloki, plakaty z łódzkimi hasłami i grafiką. Jakie jest zainteresowanie tym asortymentem? Kto częściej kupuje Wasze gadżety – łodzianie czy turyści?

Łodzianie. Właściwie mówimy głównie do nich. To ludzie, którzy nie tylko czują przywiązanie do swojego miasta, ale chcą je zamanifestować. To jest bardzo piękne. A zainteresowanie jest dość duże, czasem zaskakująco duże. W Łodzi jest spora luka, jeśli chodzi o takie upominki. Ale nie o te gipsowe cegły czy figurki Żydów z modeliny. My staramy się zaprojektować coś wyjątkowego, nawiązującego do nieodległej przeszłości. Do tego, co wspólne.

Gdzie jeszcze można nabyć Wasze „pamiątki z Łodzi”? Czy współpracujecie z informacją turystyczną, hotelami itp.?

Nasze drobiazgi można nabyć w wielu punktach w mieście, np. w Owocach i Warzywach, Avangardzie (Piotrkowska 87), księgarni Ossolineum, MS2, Małej Literze oraz w znanym i lubianym sklepie Pan Tu Nie Stał. Można się też z nami umówić – wtedy sami dostarczymy zamówienie [uśmiech].

A co macie w planach? Jakieś akcje promocyjne? Angażujecie się w promocję Łodzi?

Obecnie przygotowujemy dwie imprezy: Parking Day w ramach Tygodnia Zrównoważonego Transportu oraz współpracujemy z Fundacją Ulicy Piotrkowskiej przy Urodzinach Tuwima. Przygotowujemy także drugie wydanie albumu fotograficznego Artura Urbańskiego „Łódź. Zdjęcia z początku wieku”. Bardzo ciekawy projekt, po którym wiele sobie obiecujemy. W realizacji są też nowe łódzkie upominki. Mamy również w toku duży projekt, który realizujemy z Fundacją Ulicy Piotrkowskiej i z łódzką agencją interaktywną. Nic więcej nie powiemy, ale będzie naprawdę fajnie. Dzieje się [uśmiech].

Włączamy się w promocję miasta poprzez konkretne realizacje. Jesteśmy niemal wszędzie, gdzie nas zapraszają do współpracy. Projektujemy graficznie, prezentujemy nasze produkty, współorganizujemy wydarzenia, np. zawody w kapsle o Puchar Szurkowskiego na Starym Polesiu. Jesteśmy otwarci na wszelkie inicjatywy.

Ponieważ w każdym poważnym programie telewizyjnym można na koniec pozdrowić rodzinę i znajomych, my w wywiadzie też chcielibyśmy to zrobić. Pozdrawiamy wszystkich, którzy sprawiają, że nasze działania mają jakiś sens. Czyli łodzian. I dziękujemy!