Nowe logobannery_NPKAudycje Radia ŁódźKonkursyLokale dla kreatywnychcoworkingŁódź Kreuje InnowacjeTelewizja TOYATVP3

Dobre praktyki

Szukam nowych brzmień
 W Łodzi jest brak zaplecza świadomych ludzi tzw. dużego biznesu, którzy długoterminowo chcieliby wiązać swoją firmę z dobrym, cyklicznym wydarzeniem artystycznym. 
Wywiad z: Tomasz Gołębiewski
Rozmawia: Agnieszka Furmańczyk

Prowadzi Pan artystyczną, muzyczną działalność gospodarczą. Na czym polega i jak działa taka firma?
Prowadzę Impresariat Artystyczny od 15 lat. Początkowo była to koordynacja działań jednego zespołu, z czasem rozszerzyłem to na wiele innych. Dzisiaj zajmuję się głównie klasyką i jazzem. Mogę jednak z przekonaniem powiedzieć, że jestem w stanie zapewnić oprawę muzyczną nawet dla najbardziej wymagającego klienta. I oczywiście mowa tu o wszystkich gatunkach muzyki – folkowej, cygańskiej, żydowskiej, klasycznej, jazzowej itd.

Prowadzenie firmy nie jest chyba częste wśród muzyków?
Nie jest to powszechna sprawa w moim środowisku. Artyści grają głównie na umowy o dzieło.

Jest Pan liderem zespołów kameralnych grających muzykę klasyczną. Skąd pomysł na połączenie klasyki z muzyką jazzową? Czy to połączenie działa i podoba się słuchaczom?
Nie zamykam się na żadną muzykę. Kocham i klasykę i jazz, operę, kameralistykę – dobrą muzykę. Prywatnie słucham także bardzo różnej muzyki, lubię posłuchać hip-hopu, R&B, soul, pop. Stąd pochodzą także inspiracje do fuzji. Znam czołówkę polskich jazzmenów, a oni wiedzą, że lubię eksperymentować i szukam nowych brzmień czy połączeń. Tak powstał wiele lat temu materiał na płytę „raneQ” Rubinstein Quartet.

Proszę opowiedzieć, na czym polega projekt QuintophoniQ.
To projekt zrealizowany wspólnie z Leszkiem Kułakowskim, wizjonerem polskiego jazzu i przedstawicielem tzw. trzeciego nurtu w jazzie, łączącego jazz z klasyką. QuintophoniQ, czyli duo + trio. Dwoje skrzypków na co dzień grających w Filharmonii Łódzkiej i prawdziwe trio jazzowe – piano, bas, drums. Muzyka zapisana jest w klasycznej partyturze, gdzie pozostawione są fragmenty na improwizacje. Całość to dzieła różnych kompozytorów przez nich zaaranżowane na taki skład. Daje to bardzo dobry odbiór z widowni, ponieważ jest różnorodne i od siebie odmienne.

Współpracuje Pan z polskimi kompozytorami i instrumentalistami, w tym też łodzianami, którzy piszą i aranżują utwory do Pana projektów artystycznych. Jakie były początki tej współpracy i jak oni zapatrywali się na fuzję jazzu z klasyką?
Oczywiście nie było łatwo przekonać do pomysłu tak wielu twórców, ale jak już mówiłem oni wiedzą, że ja szukam. Krzesimir Dębski, Michał Urbaniak, Krzysztof Herdzin, Zbyszek Namysłowski, Leszek Kułakowski i łodzianie – Paweł Serafiński, Adam Manijak, Maciek Strzelczyk, Jacek Delong, Maciej Latalski – to lista kompozytorów projektu QuintophoniQ. Kiedy patrzę na te nazwiska, to po pierwsze jestem dumny, że to dla mnie zrobili, a po drugie – że udało mi się to skoordynować w całość. No i szukam dalej, planuję już inne muzyczne fuzje. Myślę, że wprowadzę jeszcze kiedyś na scenę DJ-a.

Jest Pan koncertmistrzem w Filharmonii Łódzkiej, muzykiem kameralnym, ale tworzy Pan także artystyczne projekty – proszę o nich opowiedzieć.
Jestem kreatorem koncertów Geyer Music Factory w Białej Fabryce Ludwika Geyera. To letnie cykle koncertowe w piątkowe wieczory o godzinie 21. Tegoroczna edycja z 9 koncertami przyciągnęła ponad 5 tys. melomanów. Przyznam, że to powód do ogromnej satysfakcji, kiedy na pół godziny przed każdym koncertem ma się pełną widownię i pozostają już tylko miejsca stojące.
Fabryka Geyera i Geyer Music Factory są wyjątkowe, z klimatem dawnej Łodzi, z europejską atmosferą, z dobrym poziomem artystycznym i najwspanialszą publicznością, jaką sobie można wymarzyć. Jednocześnie muzyka ożywia tę część ulicy Piotrkowskiej, w której za dnia nic się nie dzieje.
Od trzech lat tworzę również Manu Summer Jazz Sundays, czyli cykl niedzielnych koncertów rodzinnych z muzyką „przystępnie” jazzową w Manufakturze.

Na co dzień pracuje Pan w Łodzi. Czy jest ona dobrym miejscem dla takiej działalności jak Impresariat Artystyczny, czy miejsce raczej nie ma znaczenia?
Raczej nie ma znaczenia. Ważne są kontakty i oczywiście ludzie. Wiem jednak, że jeśli prowadziłbym moją działalność na podobnym poziomie kreacji, pomysłów i organizacji w Warszawie, miałbym 3–4 razy więcej zleceń. Jedynym mankamentem prowadzenia jej w Łodzi jest brak zaplecza świadomych ludzi tzw. dużego biznesu, którzy długoterminowo chcieliby wiązać swoją firmę z dobrym, cyklicznym wydarzeniem artystycznym. I nie wynika to z obecnego kryzysu, ale jest to stwierdzenie ogólne.