Nowe logobannery_NPKAudycje Radia ŁódźKonkursyLokale dla kreatywnychcoworkingŁódź Kreuje InnowacjeTelewizja TOYATVP3

Dobre praktyki

Artysta musi szukać
 Jeśli chodzi konkretnie o Łódź jako miasto, które otwiera się na młodych twórców, ludzi, którzy chcą tu mieszkać i robić coś interesującego, to nie mam zbyt pozytywnych doświadczeń. 
Wywiad z: Magdalena Surmacz
Rozmawia: Maja Ruszkowska-Mazerant

Zajmuje się Pani ceramiką artystyczną i formami użytkowymi. Rozumiem, że sztuka użytkowa jest skierowana do szerszego grona odbiorców, jednak zapytam o ceramikę artystyczną – czy jest Pani ona bliższa?
Ceramika artystyczna jest mi bliższa głównie z jednego powodu, dla mnie najważniejszego – mogę w niej realizować swoje pomysły. Są to przedmioty unikatowe, niepowtarzalne, nie do odtworzenia po raz drugi, nie ma tu szablonowości, a ich forma nie podlega żadnym schematom. Jedyne ograniczenie, ale jednocześnie wyzwanie, to użytkowość i funkcjonalizm, które w połączeniu z indywidualną forma dają interesujący finał. W tworzeniu ceramiki interesuje mnie najbardziej, jak dalece skomplikowana forma ceramiczna może spełniać funkcje użytkowe, a nie istnieć tylko jako forma dekoracyjna, obiekt.

Jak wygląda proces tworzenia przedmiotu z ceramiki?
Zaczynając tworzyć dany przedmiot, mam w głowie jego ogólny zarys, charakter. Szczegóły precyzuję w trakcie pracy nad daną formą. Najpierw formuję glinę, nadaję jej kształt – to pierwszy etap pracy nad zaprojektowaną w głowie formą ceramiczną. Następnie przedmiot jest szkliwiony – malowany i znowu wypalany. Szkliwa uzyskują swoją barwę pod wpływem wysokiej temperatury w piecu ceramicznym, a efekt szkliwienia mogę zobaczyć dopiero po ok. 30–36 godzinach po wyjęciu z pieca ceramicznego.
Cały proces tworzenia ceramiki jest trudny, ponieważ nie mam pełnej kontroli nad całym jego przebiegiem. Zdarza się, że po wyjęciu przedmiotu z pieca następuje zaskoczenie, bo przecież miał wyglądać inaczej. To najtrudniejszy moment, który wymaga od twórcy dużego obiektywizmu w ocenie, czy to, co stworzył, jest wystarczające, czy powinien podjąć dalszą pracę nad przedmiotem, dalsze szkliwienia i wypały.

Praca nad daną formą może być więc zarówno krótka, jak i bardzo długa. To zależy od doświadczenia, a także od oczekiwanego efektu końcowego. Ceramika jest techniką, która łączy w sobie rzeźbę, malarstwo, rysunek, grafikę, ale też design. Oferuje ogromny wachlarz możliwości i efektów zarówno od strony estetycznej, jak i technicznej. Jest też dla mnie najtrudniejszą techniką wyrazu artystycznego, jaką do tej pory poznałam.

Czy bierze Pani czynny udział w wystawach w Polsce i za granicą? I co daje artyście udział w wystawach? Przekłada się na zamówienia, zlecenia?
Owszem, brałam udział w kilkunastu wystawach w Polsce i za granicą, m.in. w Niemczech i Finlandii. Były to wystawy, na których pokazywałam swoje grafiki, malarstwo i plakaty. Jeżeli chodzi o ceramikę, zaczęłam zajmować się nią od niedawna i mimo interesujących propozycji wystaw ciągle brakuje mi prac, które mogłabym na nich przedstawić. Większość szybko znajduje nabywców.

Nie ulega wątpliwości, że młodzi twórcy muszą przedstawiać swoje prace w jak największej liczbie miejsc, aby ludzie mogli się dowiedzieć, że takie osoby istnieją i tworzą interesujące rzeczy godne ich uwagi. Same wystawy jednak nie wystarczą. Artysta sam musi szukać odpowiedniego miejsca do wystawiania swoich prac, a co za tym idzie – osób zainteresowanych konkretnym rodzajem twórczości. Przedstawianie prac na wystawach czy festiwalach pomaga w nawiązywaniu kontaktów nie tylko z nabywcami indywidualnymi, ale również galeriami sztuki.

Nie mogę nie zapytać o Pani przygodę z „Piotrusiem i Wilkiem” – wykonywała Pani scenografię i rekwizyty do tego filmu. Czy może Pani opowiedzieć o tym doświadczeniu?
Praca w studiu SE-MA-FOR przy „Piotrusiu i Wilku” była czymś wyjątkowym. Była to praca w ogromnym zespole. Wszystko, co robiłam, podporządkowane było ogromnej całości. Wykonywane przeze mnie przedmioty i elementy scenografii były bardzo naturalistyczne, odtwarzały rzeczywistość z ogromną dokładnością mimo swojej skali 1:5. Bardzo ważny był kolor tworzonej scenografii, który podporządkowany był światłu istniejącemu w filmie. Całość robiła magiczne wrażenie, chociaż nikt wtedy nie zdawał sobie sprawy, że odniesie tak ogromny sukces.

Prowadzi Pani firmę w Łodzi, skończyła Pani łódzką ASP. Czy w swojej twórczości czerpie Pani inspiracje z miasta i regionu, czy też nie ma to w Pani działalności większego znaczenia?
Jeśli chodzi o inspiracje, to nigdy w swych pracach nie podejmowałam tematów miejskich, nie inspirowałam się Łodzią ani żadnym innym miastem. Pewnie dlatego, że dużo bliższy jest mi pejzaż, duże, otwarte przestrzenie. Inspiracją natomiast zawsze byli ludzie, których tu spotkałam w trakcie studiów i po ich ukończeniu. Studia na ASP w Łodzi ukształtowały moje poczucie estetyki, nauczyły patrzenia na świat, dały mi podstawy do dalszego twórczego rozwoju. Myślę, że wyniosłam z nich wszystko, na czym opieram się teraz, tworząc nowe prace.

A jaki jest Pani stosunek do miasta? Zajmuje się Pani również malarstwem, grafiką i fotografią.
Jeśli chodzi konkretnie o Łódź jako miasto, które otwiera się na młodych twórców, ludzi, którzy chcą tu mieszkać i robić coś interesującego, to nie mam zbyt pozytywnych doświadczeń. Dwa lata temu uzyskałam wsparcie finansowe z EFS na otwarcie własnej firmy-pracowni artystycznej, które pozwoliło mi również na zakup specjalistycznych urządzeń i materiałów potrzebnych do tworzenia prac artystycznych. Po jakimś czasie pojawił się jednak problem lokalu potrzebnego do prowadzenia działalności, więc zwróciłam się do Urzędu Miasta Łodzi o przyznanie lokalu na pracownię artystyczną.

Wtedy zaczęły się schody. Przez pół roku starałam się o dwa lokale. Najpierw mówiono, że oczywiście mogę je wynająć, potem, że muszę przedłożyć portfolio, że czekać, a na końcu pojawiła się odmowa. W tej chwili pracownię musiałam przenieść do Łowicza, a o lokal nadal się staram. I to moja największa bolączka. Mam nadzieję, że kiedyś moja pracownia wróci do Łodzi.